Atramentowe serce

Zawsze marzyłam o tym, by móc się zobaczyć z moimi ulubionymi książkowymi bohaterami na przykład z wodzem Apaczów Winnetou, Tomkiem Sawyerem czy Huckelberrym Finnem, a wy?
Widocznie pani Cornelia Funke wpadła na ten sam pomysł i... napisała „Atramentowe  serce".
Pewnie zastanawiacie się jaki te dwie rzeczy mają ze sobą związek.
Już wyjaśniam.

Meggie i Mo wiodą spokojne życie w otoczeniu książek, które oboje kochają.
Wydaje się, że nic niezwykłego nie może zdarzyć się w ich życiu, jednak 
kiedy do ich domu przybywa tajemniczy Smolipaluch z... rogatą kuną wszystko się zmienia.
Nagle okazuje się, że muszą uciekać, a Meggie nie wie dlaczego, a w dodatku gniewa ją, iż tym razem tata nie powiedział jej co się dzieje, choć nigdy nie mieli przed 
sobą żadnych tajemnic.
Gdy wydaje się, że są bezpieczni Mo zostaje porwany, a dziewczyna wraz z nieco zwariowaną
ciotką Elinor wyrusza mu na ratunek. Niestety nie wszystko toczy się po jej myśli.
Okazuje się, że wszystko przez to, iż Mo ma dar wyczytywania postaci i rzeczy z książek.
Czy historia dobrze się kończy? Dowiedzcie się sami.

„Atramentowe serce" na pewno przypadnie do gustu czytelnikom lubiącym, jak ja, nagłe zwroty akcji.

Komentarze

Popularne posty