Dom na kurzych łapach
Nie spodziewałam się po tej książce tego, co w niej znalazłam. Myślałam raczej, że będzie pogodna, jednak ani trochę taka nie była. Ale mimo wszystko "Dom na kurzych łapach" to piękna książka. Opowiada o śmierci, bólu po stracie bliskiej osoby, pragnieniu przyjaźni, ale też o miłości i poświęceniu.
Babę Jagę znam z bajek i baśni jako okrutną staruszkę z chustą na głowie i kurzajką na nosie. Jednak Sophie Anderson w swojej książce pokazuje łagodną i kochającą stronę Baby Jagi.
Marinka ma 12 lat i mieszka wraz ze swoją Babą Jagą w domu na kurzych łapach. Żyją szczęśliwie i kochają się bardzo. Jednak nie wszystko w ich życiu jest słodkie i piękne. Zadaniem babci jest przeprowadzanie zmarłych dusz przez bramę, więc co wieczór w ich domu odbywają się przyjęcia, na których zjawiają się umarli. Baba wysłuchuje historii ich żyć, pociesza, przyjmuje wszystkie smutki i żale oraz pozwala im się posilić przed długą i trudną drogą, którą mają do pokonania. Następnie wygłasza słowa pożegnania, a dusze ulatują do gwiazd. Pewnego razu Marinka znajduje w domu duszę Niny, dziewczynki, która bardzo boi się opuścić świat żywych ludzi. Dostrzega w tym spotkaniu szansę na przyjaźń, więc zatrzymuje Ninę na ziemi. Niestety powoduje to przykre konsekwencje...

Okładka tej książki kusi mnie od dłuższego czasu,a Twoja recenzja jeszcze bardziej mnie zachęciła do przeczytania tej książki. Dzięki :)
OdpowiedzUsuńOj tak, okładkę ma piękną. Ja sama skusiłam się na tę książkę właśnie ze względu na okładkę.
Usuń