Gdyby ocean nosił twoje imię

Akcja książki dzieje się w 2002 roku, czyli rok po serii ataków terrorystycznych 11 września 2001. Pewnie zastanawiacie się teraz, co to ma wspólnego z powieścią, o której wam dzisiaj opowiem. Otóż główna bohaterka jest muzułmanką i zmaga się z dyskryminacją z powodu pochodzenia i religii. 

Szesnastoletnia Shirin ma naprawdę ciężkie życie. Przez hidżab, który nosi na głowie, ludzie się jej boją i jest obiektem okrutnych żartów i drwin. W dodatku jej rodzice są biedni i wciąż przeprowadzają się w inne miejsce w poszukiwaniu lepszego życia. Dziewczyna chodziła już do 12 szkół! W końcu rodzina Shirin wprowadza się do małego miasteczka. Oczywiście szkoła jest do bani. Shirin wciąż znajduje w swojej szafce obraźliwe karteczki,  a ludzie się z niej śmieją. Nic więc dziwnego, że szesnastolatka stara się ograniczyć kontakty z uczniami i nauczycielami do minimum. Ale wszystko zmienia się, gdy na zajęciach z biologii zostaje przydzielona do Pewnego chłopaka. Mają razem pracować nad projektem. Ku zdziwieniu Shirin, jej partner, Ocean, wcale nie ma nic przeciwko niej. Z biegiem czasu Shirin i Ocean zbliżają się do siebie.

Przyznaję, że spodziewałam się po tej książce trochę więcej. A okazało się, że nie jest tak cudowna jak myślałam. Oczywiście historia Shirin jest bardzo wzruszająca i naprawdę podoba mi się, że autorka poruszyła wątek rasizmu, ale uważam, że za bardzo skupia się na wątku miłosnym. Więc nie uważam tej książki za dobrą, chyba, że ktoś lubi tego typu opowieści. 



Komentarze

Popularne posty