Dziewczynka, która wypiła księżyc
Dzisiaj rano przypomniałam sobie, że dawno temu czytałam "Dziewczynkę, która wypiła księżyc". Tak jakoś nagle wpadło mi to do głowy. Jest to jedna z moich ulubionych książek, naprawdę świetna. Pełna magii, trochę mroczna i baśniowa, niepokojąca, ciepła, miejscami wzruszająca... Budzi wiele emocji. A pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy.
Protektorat. Niewielkie miasto położone między złym lasem i życiodajnymi moczarami. Jego mieszkańcy żyją w ciągłym strachu i niepokoju. Dlaczego? A dlatego, że miasto terroryzuje wiedźma z lasu. Zniszczy je, chyba, że mieszkańcy będą co roku składać jej ofiarę. Niewinną ofiarę. Najmłodsze dziecko. Zawsze w dniu składania ofiary wszyscy ludzie w procesji zanoszą niemowlę na skraj lasu, a odprowadzają ich rozpaczliwe krzyki matki, której dziecko zostało wybrane. Jednak czy plotki o wiedźmie są prawdziwe? I tak, i nie. W lesie rzeczywiście żyje czarownica. Xan. Ale jest dobra. Zabiera porzucone w lesie dzieci i oddaje je nowym rodzinom po drugiej stronie lasu. W drodze karmi je blaskiem gwiazd. Aż pewnego dnia popełnia straszliwy błąd. Zamiast blasku gwiazd podaje dziecku światło księżyca. I tym sposobem wlewa w dziewczynkę ogromną ilość magii. Tak ogromną, że może zagrozić jej życiu. Xan postanawia zaopiekować się Luną i zadbać o to, żeby była bezpieczna.
Ale Xan jest coraz starsza i słabsza, a w okolicy czai się niebezpieczeństwo...
Świat i bohaterowie są barwni i świetnie wykreowani. Każdy jest wyjątkowy, niezwykły. Czytając czułam wsiąknęłam w historię całą sobą i przeżywałam wszystko razem z bohaterami. Szczególnie przypadł mi do gustu Fyrian, smok Xan. "Dziewczynka, która wypiła księżyc" to niezwykła opowieść. Gorąco ją wam wszystkim polecam, ale zaznaczam, że należy raczej do literatury dziecięcej i młodzieżowej, nie jestem pewna, czy dorosłemu się spodoba.
Kelly Barnhill
Wydawnictwo Literackie
336 stron

Komentarze
Prześlij komentarz