Tajemnica Bożego Narodzenia

 Grudzień, Mikołajki za nami. Czas już zacząć serię postów o  świątecznych książkach ;) Na początek mam dla was "Tajemnicę Bożego Narodzenia" Josteina Gaardera. Uwielbiam tego autora, mimo że czytałam tylko dwie jego powieści. "Tajemnicę..." oraz "Świat Zofii". Ta druga zwaliła mnie z nóg i wzbudziła moją miłość do twórczości Gaardera. Co do samej "Tajemnicy Bożego Narodzenia" - nie można jej nazwać porywającą, w zasadzie jest dość monotonna, ale mimo wszystko ma coś w sobie. Używam jej jako kalendarza adwentowego, jest podzielona idealnie na 24 rozdziały, które odpowiadają kolejnym dniom grudnia. Mam do niej sentyment i kiedy czytam po jednym rozdziale dziennie nie przeszkadza mi jej monotonia. Czytam "Tajemnicę..." co roku (od 4 lat) i jest dla mnie nieodłącznym elementem świąt Bożego Narodzenia.
 
 "...może wskazówki miały dość obracanie się rok za rokiem w tę samą stronę
 i postanowiły zmienić kierunek..."
 
Wszytko zaczyna się, kiedy pewien pluszowy baranek wybiega z centrum handlowego, bo "nie ma już siły wysłuchiwać brzęku aparatów kasowych i towarzyszącej zakupom paplaniny", a za nim podąża mała dziewczynka w czerwonej kurtce. Elizabeth Hansen.  W tym właśnie momencie rozpoczyna się podróż Elizabeth i baranka przed siebie i w przeszłość. Do Betlejem! Do Betlejem!
 
A w teraźniejszości Joachim czeka na Boże Narodzenie i przechodzi przez adwent z czarodziejskim kalendarzem, dzięki któremu poznaje historię podróży Elizabeth. Tajemnicze są nie tylko wydarzenia z kalendarza, tajemnica jest także w mieście Joachima. A na imię jej Jan.
 
 
"Tajemnica Bożego Narodzenia"
Jostein Gardeer
wydawnictwo Czarna Owca
240 stron


 
 


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty