Dziadek do orzechów

 Podejrzewam, że wszyscy znacie "Dziadka do orzechów" i nie muszę wam wiele opowiadać o fabule. Mimo to przypomnę wam ogólnie, o co w tej opowieści chodzi. 

Gwiazdka. Mała Klara i nieco starszy od niej Fred nie mogą się doczekać prezentów, a już najbardziej tych, które dostaną od ojca chrzestnego Droselmajera. To właśnie on najczęściej przynosi dzieciom najciekawsze i najpiękniejsze podarki. Gdy w końcu nadchodzi czas wręczenia prezentów okazuje się, że tym razem ojciec chrzestny ma dla Klary i Freda dziadka do orzechów. Zabawnego drewnianego człowieczka z mocnymi ząbkami, które są w stanie rozłupać nawet najtwardsze skorupki. Wrażliwa Klara odkrywa tajemnicę, którą skrywa dziadek do orzechów i postanawia za wszelką cenę uratować go przed złym królem myszy.

Jestem pod wrażeniem tego, że w filmach "Dziadek do orzechów" to przyjazna i pełna magii historia. W rzeczywistości jest naprawdę wstrząsająca. Brutalna. Okrutna. Droselmajer, który w bajkach jest dobrym czarodziejem, a książce absolutnie nie jest dobry. Przy okazji bardzo wyraźnie podkreślona jest rola kobiety według tamtej epoki. Dziewczynka od małego musi uczyć się spełniania wszystkich poleceń mężczyzny i dogadzania mu we wszystkim. Przygotowuje się ją do tego, by była dobrą żoną. Klara mimo że jest taka mała, musi poświęcić wszystko dla dziadka. I (uwaga spojler) już jako kilkulatka zostaje narzeczoną dużo starszego mężczyzny. Nie podobało mi się też, że autor zwraca się do czytelnika zakładając, że jest on chłopcem. Jednak cieszę się, że tę książkę przeczytałam. Daje do myślenia. 





"Dziadek do orzechów"
E. T. A. Hoffmann
Wolne Lektury 
112 stron

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty